Wschód Daleki, Bliski i najbliższy

Wpis

poniedziałek, 06 lutego 2017

Schola z Kalkuty

O tym, jak Wanda i Schola się poznały, jakiś czas temu już pisałam. Dziś opowiem o dalszym ciągu tej niezwykłej znajomości.

 

 

Decyzję o zaadoptowaniu niepełnosprawnej ośmiomiesięcznej dziewczynki, Scholi, Wanda podjęła po kilku dniach znajomości z dzieckiem. Ale pomyśleć to jedno, a zrealizować to drugie.

- Na moje szczęście, nie byłam świadoma, że proces adopcyjny potrwa aż pięć lat – mówi dzisiaj.

Problemy zaczęły się już w Indiach. Żaden ośrodek adopcyjny na terenie Indii nie chciał z Wandą rozmawiać. Za każdym razem słyszała, że miedzy Polską a Indiami nie ma odpowiedniej konwencji.

- Nie mogłam uwierzyć w to, że jakieś chore przepisy mogą przekreślić czyjąś szanse na lepsze życie i nie godziłam się na to. Przecież tego dziecka nikt nie chciał!

Wanda się nie poddawała. Jeździła od agencji do agencji adopcyjnej – to są odpowiedniki polskich ośrodków adopcyjnych. Bezskutecznie.

Dopiero kiedy Schola skończyła trzy lata, Wanda spotkała kobietę, która dała jej nadzieję. Aloma Lobo była szefową jednej z agencji, a przy tym sama przysposobiła troje dzieci, więc rozumiała ją lepiej niż inni i naprawdę chciała pomóc. Tym bardziej, że jakiś czas wcześniej pomogła rodzinie z USA zaadoptować inną hinduską dziewczynkę, Suitę.

- Jakbym widziała Suitę – mówiła patrząc na Scholę. - Nie wiem jak, ale muszę wam pomóc.

Początkowo nie miała pomysłu, co można zrobić, ale poleciła swojego prawnika, który spod stosu przepisów potrafił dostrzec potrzeby drugiego człowieka.

Prawnik wymyślił, że skoro Wanda jest w Indiach już od ponad dwóch lat i ma pozwolenie na pobyt, to może uzyskać opiekę prawną nad Scholą. Opieka prawna to wprawdzie nie adopcja, ale zawsze to jakiś konkret. W Indiach tylko ludzie, którzy są wyznania hinduskiego mogą w pełni adoptować dziecko.

 


Wanda pojechała więc do Polski dowiedzieć się, co jej da otrzymana w Indiach opieka prawna nad Scholą. W MSWiA dowiedziała się, że będzie to podstawą do otrzymania przez Scholę wizy i będą mogły razem przyjechać do Polski. Teoretycznie najtrudniejsze miało być wywiezienie Scholi z Indii, a dalej nie powinno być problemu. Wanda była skłonna poruszyć niebo i ziemię, żeby do Polski wrócić z dzieckiem, które już kochała tak, jakby było jej własne.

 

Natychmiast zaczęła gromadzić dokumenty i załatwiać wszelkie formalności, by doprowadzić sprawę do końca. Razem z siostrą Agatą i Scholą pojechała do Kalkuty po akt urodzenia Scholi. Na darmo. Siostry, które parę lat wcześniej znalazły Scholę, nie zarejestrowały dziecka w urzędzie.

 

Według prawa Schola nie istniała. Spędziła siedem miesięcy u sióstr Matki Teresy w Kalkucie, gdzie wszyscy byli przekonani, że zaraz umrze, więc nikt nie zatroszczył się o dokumentację dla niej. W tamtejszej rzeczywistości takie historie są na porządku dziennym. Mnóstwo osób żyje bez meldunku. Statystyki to jedno, a rzeczywistość drugie. Kto w tej sytuacji może wiedzieć, jaka jest rzeczywista populacja Kalkuty czy Bombaju?

 

Prawnik wymyślił, że skoro Wanda jest w Indiach już od ponad dwóch lat i ma pozwolenie na pobyt, to może uzyskać opiekę prawną nad Scholą. Opieka prawna to wprawdzie nie adopcja, ale zawsze to jakiś konkret. W Indiach tylko ludzie, którzy są wyznania hinduskiego mogą w pełni adoptować dziecko.

 

Wanda pojechała więc do Polski dowiedzieć się, co jej da otrzymana w Indiach opieka prawna nad Scholą. W MSWiA dowiedziała się, że będzie to podstawą do otrzymania przez Scholę wizy i będą mogły razem przyjechać do Polski. Teoretycznie najtrudniejsze miało być wywiezienie Scholi z Indii, a dalej nie powinno być problemu. Wanda była skłonna poruszyć niebo i ziemię, żeby do Polski wrócić z dzieckiem, które już kochała tak, jakby było jej własne.

 

Natychmiast zaczęła gromadzić dokumenty i załatwiać wszelkie formalności, by doprowadzić sprawę do końca. Pojechała do Kalkuty po akt urodzenia Scholi. Na darmo. Siostry, które parę lat wcześniej znalazły Scholę, nie zarejestrowały dziecka w urzędzie.

 


Według prawa Schola nie istniała. Spędziła siedem miesięcy u sióstr Matki Teresy w Kalkucie, gdzie wszyscy byli przekonani, że zaraz umrze, więc nikt nie zatroszczył się o dokumentację dla niej. W tamtejszej rzeczywistości takie historie są na porządku dziennym. Mnóstwo osób żyje bez meldunku. Statystyki to jedno, a rzeczywistość drugie. Kto w tej sytuacji może wiedzieć, jaka jest rzeczywista populacja Kalkuty czy Bombaju?

Teraz pozostało tylko zgromadzenie stosu dokumentów i Wanda mogła ubiegać się o opiekę prawną. Indyjska biurokracja na swoją sławę ciężko zapracowała. Do wniosku o opiekę prawną nad dzieckiem Wanda musiała dołączyć między innymi przetłumaczone na angielski swoje lekarskie dokumenty z przeszłości i akt notarialny kupna mieszkania w Polsce. W końcu się udało. Po kilku miesiącach została opiekunem prawnym Scholi. Teraz miała wreszcie podstawę, by ubiegać się o wizę polską dla dziecka.

Tymczasem Schola ciągle chorowała i nie przybierała na wadze. W wieku 2 lat nadal ważyła 4 kg. Metodą prób i błędów opiekunka eliminowała jej z diety produkty, na które była uczulona. Wreszcie dziewczynka zaczęła rosnąć i nabierać masy. Rok później ważyła już 10 kg, postęp był więc ogromny. Ale wtedy przyplątały się kolejne problemy zdrowotne.

W wieku trzech lat Schola zachorowała na tyfus, zapalenie płuc i zapalenie uszu. Naraz. Leżała ledwie żywa. Szybko straciła z trudem zdobyte kilogramy i wychudzone nóżki i rączki zwisały jej bezwładnie jak patyczki. Wanda była przerażona. Myślała, że to już koniec, ale ponownie dała o sobie znać wola życia Scholi i kolejny raz dziewczynka się wybroniła.

Tyfus atakuje najsłabsze organy. Schola jako wcześniak siłą rzeczy miała słabo rozwinięte płuca, więc ten narząd zaatakowała choroba. W dzień nie miała gorączki, a w nocy temperatura dochodziła do 40 stopni. Do tego dochodził szczękościsk, niepozwalający nawet na przełykanie płynów. Wanda dawała jej po łyżeczce wody z glukozą, żeby się nie odwodniła i choć trochę nabrała sił. Nie chciała dziecka zostawiać w szpitalu, więc jeździły do lekarza codziennie rano i wieczorem na antybiotyki w zastrzyku. Doustnie Schola nie mogła przyjmować antybiotyków, gdyż jej słabiutkie jelita mogłyby tego nie wytrzymać.

Trwało to miesiąc. Cierpiąca Schola już nawet nie płakała, tylko wydawała z siebie cichutkie dźwięki. Kiedy pierwszy raz głośno zapłakała, Wanda wiedziała, że dziecko będzie żyło.

Zaraz po tym, gdy Schola wyzdrowiała, Wanda zaczęła się starać o wizę polską dla dziewczynki. Złożyła podanie w Bombaju i nieprzyjemne zaskoczenie: konsul odmówił dziecku wizy.

Trzeba było szukać jakiegoś rozwiązania i niespodziewanie nasunęło się ono samo. Krótko po tym, gdy konsul odmówił Scholi, wizy, do Bangalore przyjechał ambasador Krzysztof Mroziewicz. Tak się składało, że gdy tylko z przedstawicieli polskich władz był w Bangalore, to trafiał do sióstr Franciszkanek, których ośrodek był takim pokazowym miejscem. I tak na kawę trafił ambasador Mroziewicz.

Niezobowiązująca konwersacja przebiegała w uprzejmej atmosferze.

- Czy mogę w czymś pomóc? – zapytał w pewnej chwili kurtuazyjnie ambasador.

- Tak, potrzebujemy pomocy – reakcja na pytanie była natychmiastowa. - Chcemy zabrać do Polski dziecko, a konsulat w Bombaju odmówił nam wizy.

I siostra Agata przedstawiła ambasadorowi Scholę.

- Proszę za tydzień proszę do mnie zadzwonić – powiedział tylko ambasador.

Wanda zadzwoniła.

- Proszę sobie zapisać, że konsul ma wydać wizę wjazdową, nie pobytową, bo w Polsce na Kruczej w urzędzie już czeka na pani dziecko karta pobytowa - usłyszała.

To było coś. Normalnie o kartę czasowego pobytu można było się starać po roku przebywania w Polsce na wizie pobytowej, na podstawie wniosku i szeregu dokumentów. Kartę czasowego pobytu przedłużało się co roku, po trzech latach można było dostać kartę stałego pobytu, która daje ubezpieczenie.

Generalnie z kartą stałego pobytu cudzoziemiec ma takie prawa, jak obywatel Polski, ale dopiero po pięciu latach na karcie stałego pobytu można się starać o obywatelstwo. Dzięki ambasadorowi Mroziewiczowi udało się więc zyskać rok.

Schola przyjechała do Polski, ale batalia o adopcję trwała jeszcze bardzo długo.

 


Dziś Schola ma 21 lat. Jest promienną dziewczyną, dającą mnóstwo radości swojej adopcyjnej mamie. Ciągle jednak ma poważne problemy zdrowotne. Nie widzi, niedosłyszy, prawie wcale nie mówi, do tego dochodzi autyzm i mnóstwo alergii i nadwrażliwości pokarmowych. Ze względu na niepełnosprawność i częste choroby wymaga ciągle pomocy lekarskiej i rehabilitacji, takiej jak logopedia, integracja sensoryczna, hipoterapia, basen. Jej szansą rozwoju jest ciągła stymulacja. Na to wszystko potrzebne są pieniądze. Wanda pracuje zawodowo, mimo że sama prawie nie widzi. Jej dochody nie pozwalają jednak na pokrycie wszystkich kosztów rehabilitacji Scholi.

Jeżeli nie wiecie, na co przekazać 1% Waszego podatku, przekażcie na Scholę. Gwarantuję, że pieniądze te będą bardzo dobrze wydane.

 

Schola należy do Fundacji Anny Dymnej „Mimo Wszystko” (Nr KRS Fundacji 0000174486). W rubryce UWAGI należy dopisać: "Anna Scholastyka Wajda". Fundacja ta znajduje się w rejestrze podmiotów Organizacji Pożytku Publicznego (Ministerstwo Sprawiedliwości – Krajowy Rejestr Sądowy).

 

Niezależnie od 1% wpłaty można też kierować na konto fundacji.

 

Fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko”
ul. Profesora Stefana Myczkowskiego 4, 30-198 Kraków
nr konta:
65 1090 1665 0000 0001 0373 7343
tytułem:
Anna Scholastyka Wajda



Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
reska
Czas publikacji:
poniedziałek, 06 lutego 2017 00:05

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • kolewoczy napisał(a) komentarz datowany na 2017/02/06 09:54:45:

    Niesamowita historia! Ile trzeba mieć siły, żeby takie trudności przebrnąć i przezwyciężyć!

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny