Wschód Daleki, Bliski i najbliższy

Wpis

niedziela, 02 października 2016

Wino, mężczyźni i mafia, czyli przyjechałam do Suchumi

Wylądowałam w Kutaisi w środku nocy i na marszrutkę do Zugdidi musiałąm poczekać do rana, więc zaległam na sztucznej trawce - takim przyjemnym gruzińskim rozwiązaniu dla zmęczonych turystów. Gdy słońce wzeszło nad zaśnieżonymi szczytami Kaukazu, oczom moim ukazały się uginające się topole, które wyjaśniały, dlaczego lądowanie było mało przyjemne. Na szczęście z czasów Sojuza zostały pancerne betonowe przystanki, bo głupio byłoby zginąć na wakacjach od upadającej gałęzi topoli.

 

Natychmiast zatrzymał się przy mnie samochód, którego kierowca chciał mnie wieźć, dokądkolwiek bym sobie życzyła. Zaraz przy nim stanął kolejny z identyczną propozycją i panowie nijak nie chcieli pojąć, że nie mam ochoty nigdzie z nimi jechać. Na szczęście w porę pojawiła się marszrutka.

 

W Zugdigi przesiadłam się do kolejnej marszrutki do granicy, a tam odemldowałam się gruzińskim policjantom i poszłam prosto drogą, po której tłumy ludzi przez nikogo nie sprawdzanych ciągnęły w obie strony, jeździły wozy ciągnięte przez wychudzone i wymęczone konie, luzem chodziły krowy i mnóstwo bezpańskich łagodnych psów. Granica przebiega na rzece Inguri, a przed rzeką o tym, co to za miejsce, przypomina pomnik pistoletu ze skręconą lufą. A w granicznej rzece rybacy łowią ryby. Miejsce jest wyjątkowo piękne, czysta rzeka, zielone brzegi, w tle Kaukaz. I można robić zdjęcia.

 

Za rzeką wpuszczają do Abchazji. Spotkałam tam dwoje rodaków i dalej sympatycznie podróżowaliśmy razem. Na granicy problemów nie było. Dwóch rosyjskich żołnierzy sprawdzało paszporty, dość dokładnie. Jeden sympatyczny, drugi typowy sowiecki sołdat i antypatycznym tępym obliczu. Na szczęście się udało. Z przesiadką w Gal pojechaliśmy do Suchumi.

 

Mój zarezerwowany hostel okazał się 20 km za miastem a nie dwa, jak booking pokazywał na mapie. Ponoć to przez to, że Abchazja jest nieuznawana i na mapę wrzucają jak leci. Dojazd do Suchumi taksówką jest drogi, a po 18 marszrutek już nie ma, więc jutro się stąd zabiorę. Właściwie to byłabym wkurzona, gdyby nie przemili gospodarze, którzy ugościli mnie winem i kolacją. Dowiedziałam się od nich sporo o Abchazji i jest bardzo miło. Tylko drogo wychodzi. W knajpie za obiad zapłaciłam 40 zł. Fakt, że oprócz mnie obiadem najadły się dwa koty. Po zmroku życie gwałtownie zamiera. Ludzie znikają z ulic. Latarnie przeważnie nie świecą. Przypadkiem trochę sobie pospacerowałam po nocy, mimo że ogólnie miło nie było, to niebezpiecznie chyba też nie. Za to gołym okiem widać, że mafia tu ma dużo do powiedzenia. Kontrasty są ogromne. Z jednej strony bieda, z drugiej takie bryki, jakie u nas ma mało kto. I ludzie bardzo narzekają na korupcję.

 

Przygnębia mnie jazda po tutejszych drogach. Mnóstwo przejechanych futrzaków. Koło przystanku marszrutki niedawno przejechany czarny kiciuś. Za to przed krowami kierowcy czują respekt. Dzisiaj byłam świadkiem, gdy byczki zacżęły bóść się na środku drogi, a auta je omijały. Za to ja dyskretnie ewakuowałam się z przystanku na ten widok, bo jednak lekko się obawiałam, że oberwie mi się rykoszetem.

 

Lokalesi pytają się mnie o męża i dzieci. Najpierw mówiłam, że nie mam, to zachęcali mnie do prokreacji, oczywiście przy swoim czynnym udziale. Zaczęłam więc mwić, że mam męża i troje dzieci, ale wtedy pytają, czy nie mam ochoty zmienić męza. Więc chyba przestanę kłamać. Tutaj jest taka dieta, że moje rówieśniczki przypominają szafy trzydrzwiowe gdańskie i mnie wszyscy szacują na mniej niż 30 lat. To byłoby miłe, gdyby nie umizgi, których po jednym dniu mam po kokardę. Ale nie są niebezpieczni, tylko namolni. Przynajmniej sobie przypomnę, jak to było, kiedy byłam młoda;)

 

Jutro jadę się odmeldować w stosownym ministerstwie celem nabycia wizy, szukam nowego noclegu i chcę zwiedzić Suchumi. A potem do Picundy na plażowanie. Czy tylko dla mnie podróż z Kutaisi do Picundy dziwnie się kojarzy? Zwłaszcza że koło Picundy jest rzeka Bzy...p;)

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
reska
Czas publikacji:
niedziela, 02 października 2016 20:08

Polecane wpisy

  • Schola z Kalkuty

    O tym, jak Wanda i Schola się poznały, jakiś czas temu już pisałam. Dziś opowiem o dalszym ciągu tej niezwykłej znajomości. Decyzj ę o zaadoptowaniu niepełn

  • W Abchazji ciągle widać ślady wojny

    - Polak o nazwisku Czapczyński walczył po naszej stronie w wojnie krymskiej. My o tym długo pamiętamy - wyjaśnił mi przemiły taksówkarz w Suchumi, który najpier

  • Kawałek Chin na Borneo

    Kolejne podróże do Azji przyzwyczajają człowieka do brudu i uodparniają na specyficzną mieszankę zapachową. Odkryty rynsztok przy ulicy? Trzeba uważać, żeby nie

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • alianore napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/03 19:48:21:

    Świetnie opisujesz . W pełni mi to zastępuje czynne podróżowanie ;)
    Gdyby nie Twoja wzmianka w ostatniej linijce , martwiłabym się , że tylko mnie głupie skojarzenia nachodzą... :D

  • Gość Lena napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2016/10/11 18:12:38:

    A zobaczymy tu kiedyś zdjęcia z tej cud-maszyny? :)

  • reska napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/12 00:38:15:

    Zdjęcia kiedyś będą, mimo że do nieprzyzwoitej Picundy w końcu nie dotarłam;)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny