Wschód Daleki, Bliski i najbliższy

Wpis

niedziela, 23 października 2016

Podróże kształcą, czyli kilka zdań o Abchazji

 

Parę tygodni temu na imprezie w gronie znajomych Dorota z Ale Piękny Świat opowiadała o swoich wojażach, w tym o trekkingu w Czeczenii i rowerowej wyprawie przez Iran. Dorota ma gadane i opowiadać ciekawie potrafi, wiec wszyscy słuchali w skupieniu. Ale gdy w pewnym momencie opuściła towarzystwo, dwie panie spojrzały na siebie i prawie jednocześnie powiedziały:


- Ale po co ona tak jeździ? Przecież to jest niebezpieczne, niewygodne i nieprzyjemne.


Nie wiem, jakich argumentów użyłaby Dorota, ale ja automatycznie odpowiedziałam, że jeździ się z ciekawości. Przynajmniej ja tak mam. I wszędzie jest groźnie, gdzie nas nie ma. To, co z daleka wydaje się niebezpieczne, bo jest obce, przy bliższym poznaniu często okazuje się przyjazne.

 


Tak też było z Abchazją. Nie wiem, czemu pomyślałam akurat o tym kraju. Wahałam się między Andaluzją, Sycylią i Abchazją. Miałam do wykorzystania darmowy bilet od Wizzair, poza tym nadmiarem gotówki nie dysponowałam, więc jednym z kryteriów była cena. Ale nie jedynym. Zastanawiając się nad kierunkiem, uświadomiłam sobie, że lubię miejsca, które są piękne w sposób nieoczywisty. I które są ciekawe. No i lubię Wschód, a do Kaukazu mam słabość. Dobrze się czuję w krajach byłego ZSRR, ze wszystkimi absurdami, które tam panują i szybko się aklimatyzuję. Czasem myślę, że to taka skaza po dzieciństwie i wczesnej młodości w PRL - tamtejsze realia pod wieloma względami przypominają życie w PRL. No i latach 70. i 80. minionego stulecia wyjazdy do Suchumi, Batumi, Tbilisi czy inne miejsca regionu uchodziły za prestiżowe i miały w sobie posmak egzotyki. Działały na moją wyobraźnię.


Złożyłam przez internet wniosek o wizę i czekałam. W ciągu tygodnia otrzymałam e-mailem promesę wizy. Mogłam jechać. Ale na forum turystycznym zadałam parę pytań o Abchazję i dowiedziałam się, że tam teraz nikogo nie wpuszczają, Gruzja zamknęła granicę i nijak nie można wjechać od tamtej strony. Bilet do Kutaisi już miałam, na szybko więc opracowałam plan B, gdyby Abchazja nie wypaliła i poleciałam.

 


Sprawnie i bezproblemowo przedostałam się z Kutaisi na granicę z Abchazją. Z punktu widzenia Gruzji ta granica nie jest granicą, gdyż Abchazja stanowi formalnie część Gruzji. Co ciekawe, ubezpieczenie turystyczne wielu firm tam działa z tego właśnie powodu, więc nie musiałam płacić majątku za polisę ze zwyżką za wjazd na terytorium niebezpieczne.

 


No wiec skoro granica nie jest granicą, to nie stoi tam wojsko gruzińskie, tylko policja. Policjant leniwie sprawdził mój paszport i puścił. Poszłam za tłumem, bo tak - tę dziwną granicę-nie-granicę przekracza mnóstwo ludzi, przeważnie są to Abchazowie. I można na granicy robić zdjęcia. W każdym razie ja śmiało wyciągnęłam aparat i wycelowałam go w pomnik-pistolet ze  związaną lufą, na co gruziński policjant odwrócił się w drugą stronę, żeby nie czuć się w obowiązku zareagować.

 


Do Abchazji idzie się około kilometra malowniczą drogą i przez most na rzece Inguri, w której lokalni wędkarze łowią ryby, nic sobie nie robiąc z tego, że przebiega tu granica. A w tle widniały zaśnieżone szczyty Kaukazu. Ruchu samochodowego prawie nie było. Alternatywą dla spaceru była jazda wozem ciągniętym przez wychudzone szkapiny.

 


 

Granicy abchaskiej pilnują żołnierze rosyjscy. Jeden był sympatyczny i przyjaźnie zagadywał, drugi był okazem jak z anegdot. Odpytał mnie z planów turystycznych oraz tego, czym się zajmuję (na wszelki wypadek skłamałam, bo dziennikarze nie wszędzie są mile widziani) i zakwestionował bumagę, którą otrzymałam z abchaskiego MSZ. Przezornie pismo z promesą wizy wydrukowałam sobie w dwóch kopiach i gdy jedno nie spodobało się żołnierzowi, podałam mu drugi, identyczny egzemplarz. I wpuścił mnie bez problemu.


Następnego dnia pojawiłam się wydziale konsularnym MSZ w Suchumi i po odstaniu dwóch godzi w kolejce dostałam wizę, za którą na miejscu przy pomocy karty kredytowej uiściłam 10 dolarów. Tak, po wizę abchaską są takie kolejki. W tym państwie-nie-państwie powodzi się całkiem nieźle i przyjeżdżają tam do pracy ludzie z wielu dawnych republik radzieckich.

 


Obraz Abchazji miałam ukształtowany przez polskie media, które w 2008 r. przedstawiały konflikt o Abchazję i Osetię jako wojnę rosyjsko-gruzińską, w której gdzieś umykały sporne terytoria. Właściwie Abchazję postrzegałam jako oderwaną część Gruzji i to mimo że przeczytałam "Abchazję" Góreckiego, a konflikt w 2008 r. śledziłam nie tylko  w polskich mediach. Terytorium separatystyczne pod rosyjskim protektoratem. Państwo, które dobrowolnie oddało się pod władzę rosyjską.

 


 

Tymczasem prawda jest bardziej skomplikowana. Już pierwsze godziny w Abchazji uświadomiły mi, że jest to zupełnie inny kraj niż Gruzja. Nie tylko z  powodu języka - tu ludzie między sobą porozumiewają się głównie po rosyjsku i mimo że jest to bez porównania lepszy rosyjski niż ten, którym mówią Gruzini, to jednak mówią twardo i nie bezbłędnie. To jest paradoks. Abchazowie odchodzą od własnego języka na rzecz rosyjskiego, w dużej mierze dlatego, że od któregoś etapu kształcenie odbywa się po rosyjsku i nie ma tam szkół wyższych, więc młodzi, którzy chcą iść na studia, skazani są na rosyjski. Ale Abchaza od Rosjanina łatwo odróżnić nie tyko po wymowie, ale też po słownictwie. To, którym posługują się Abchazowie, jest przeważnie dość ubogie. Rzadko słyszałam słowa, których nie rozumiałam, a znam rosyjski mniej więcej na poziomie B1/B2.

 


Drugie, co rzuca się w oczy, to kierowcy. W Gruzji przejść dla pieszych jest niewiele, a przechodzenie przez ulice nieodmiennie przypomina mi próby samobójcze. Nikt się nie zatrzymuje, kierowcy na siłę forsują pierwszeństwo i sprawiają wrażenie, że przejechaliby pieszego bez skrupułów. Tymczasem w Abchazji normą jest ustępowanie pierwszeństwa pieszemu i to nie tylko na przejściach.

 


Kolejna gigantyczna różnica to panowie. Namolność Gruzinów i problemy damsko męskie w tym kraju zasługują na osobny post, który kiedyś napiszę. Tam samotna kobieta ma przekichane, bo nie dość, że nieprzystojne propozycje otrzymuje na każdym kroku, to jeszcze Gruzini nie rozumieją słowa "nie" i momentami bywa nie tylko nieprzyjemnie, ale też niebezpiecznie. W Abchazji ani razu nie miałam niekomfortowej sytuacji, mimo że sporo jeździłam autostopem. Owszem, często traktowali mnie tak, jakby sama Afrodyta zstąpiła na abchaską ziemię, ale nie przekraczali granic. 

 


No i kuchnia. Jest chaczapuri, zwane tutaj chaczapur, ale do gruzińskiego mu daleko. Nigdzie nie znalazłam mojego ulubionego lobio, choć ponoć fasola jest podstawą kuchni abchaskiej. Za to normą są ziemniaki z mięsem. Jedzone na wszystkie posiłki, ze śniadaniem włącznie.

 


Abchazowie, jak chyba wszyscy na Kaukazie, są bardzo mocno osadzeni w historii. To przeszłość się liczy i ludzie o niej pamiętają. Nie tylko o tym, że Stalin i Beria osiedlali w  Abchazji Gruzinów. Pamiętają też dobre rzeczy. Na przykład żyje tam rodzina Czapczyńskich, której przodkowie stanęli po stronie Abchazów w czasie wojny kaukaskiej. I pamięć o tym żyje do dziś, mimo że członkowie tej rodziny wrośli już w teren i nie mówią po polsku. Abchazowie pamiętają, skąd Czapczyńscy przybyli i z wdzięcznością wspominają pomoc. I to nie jeden Abchaz mi o nich mówił, ale kilku.

 


Osobny temat to ślady wojny. One też wiele mówią i uczą, zwłaszcza w obecnej sytuacji politycznej, ale o tym napiszę osobno poważny post.

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Kategoria:
Autor(ka):
reska
Czas publikacji:
niedziela, 23 października 2016 00:07

Polecane wpisy

  • Schola z Kalkuty

    O tym, jak Wanda i Schola się poznały, jakiś czas temu już pisałam. Dziś opowiem o dalszym ciągu tej niezwykłej znajomości. Decyzj ę o zaadoptowaniu niepełn

  • Małpy okiem dyletanta

    Bardzo lubię małpy. Może dlatego, ze mają one trochę z człowieka, a trochę z kota, a koty uwielbiam. Moje przedmalezyjskie doświadczenia z małpami nie były najp

  • Kawałek Chin na Borneo

    Kolejne podróże do Azji przyzwyczajają człowieka do brudu i uodparniają na specyficzną mieszankę zapachową. Odkryty rynsztok przy ulicy? Trzeba uważać, żeby nie

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Paweł napisał(a) z *.dynamic.chello.pl komentarz datowany na 2016/10/23 23:54:25:

    Pisz, pisz; zieleniejemy trochę z zazdrości, ale niech no tylko maluchy trochę podrosną... Uściski - PG

  • reska napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/24 00:10:10:

    Wy akurat nie macie czego zazdrościć, o Waszych podróżach sporo słyszałam:) I o tym, jak Wasza Córka świetnie sobie radzi w każdych okolicznościach:) Uściski!

  • zielonapirania napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/24 23:30:04:

    Pochlaniam te Twoje wpisy z ogromna ciekawością. Chciałabym byc tam wszędzie i nie tylko tam:) na razie bywam gdzie moge czyli w bliskiej Europie, ale jak sie nie ma co by się chciało, to sie lubi co się ma;)

  • reska napisał(a) komentarz datowany na 2016/10/25 00:29:36:

    Ale Ty całkiem sporo podróżujesz, zwłaszcza w tym roku:) I do tego te wycieczki po polskim wschodzie, których Ci bardzo zazdroszczę:) A Abchazja jest całkiem blisko - Wizzairem do Kutaisi (łatwo można upolować tanie bilety), a stamtąd to rzut beretem:)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny