Wschód Daleki, Bliski i najbliższy

Wpis

piątek, 18 marca 2016

Małpy okiem dyletanta

Bardzo lubię małpy. Może dlatego, ze mają one trochę z człowieka, a trochę z kota, a koty uwielbiam. Moje przedmalezyjskie doświadczenia z małpami nie były najprzyjemniejsze, ale to dlatego, że spotykałam wcześniej głównie rozbestwione makaki, które ludzi się nie boją, a przyzwyczajone do dokarmiania przez człowieka robią się roszczeniowe i bezczelne. Choć przy tym są całkiem urokliwe. Przeważnie.

 

 

Pierwszy raz małpy na wolności zobaczyłam na przedgórzu Himalajów. Jechałam zatłoczonym rzeżącym autobusem do Sikkimu. Cudo techniki dzielnie zdobywało wysokość, z jednej strony wijącej się drogi gdzieś tam głęboko była rzeka, a z drugiej zielona gęstwina z drzewami, których wysokość budziła we mnie czysty zachwyt, podobnie jak intensywność zieleni. Tak może się zachwycać tylko neofitka, która coś takiego widzi pierwszy raz w życiu. W przy tej leśnej głuszy brykały małpy. Wydało mi się to wtedy takie niezwykłe, że byłam bliska krzyczenia z radości. Jejku, małpy, prawdziwe wolne małpy! Dla człowieka, który te zwierzęta widywał tylko za kratkami, było to niebywałe.

 

 

Potem rozkręciłam się podróżniczo i małpy widywałam całkiem często. Najwięcej chyba widziałam ich na Bali, gdzie okupowały świątynie Spacerując po nieturystycznych balijskich wsiach widziałam też małpy na łańcuchach i to był widok przygnębiający. Psy na łańcuchach  to barbarzyństwo, a co dopiero małpa.patrzyły się te zwierzęta takim smutnym wzrokiem, jeszcze smutniejszym niż te, które spędzają życie w zoo i niczego innego nie znają.

Na Bali odwiedziłam też park narodowy, gdzie makaki radośnie brykały po drzewach. Jeden chciał mi zrobić psikusa i uciesze mojego przewodnika skoczył na mnie z gałęzi, ale zdążyłam się uchylić.

 

 

Innym razem - na Lomboku - groźny samiec mnie zaatakował, gdy jego rodzina nie dostała ode mnie jeść. Nie wiem, jak skończyłaby się ta historia, gdyby nie interwencja dzielnego australijskiego macho, który nie takim groźnym stworzeniom jak makaki dawał radę.

 

 

 

W Malezji jedyną moją przygodą było doświadczenia skoku makaka na moje plecy, o czym już pisałam, ale chłopak miał powody do skoku i poniekąd nawet mnie rozczulił swoją postawą prorodzinną. Inne małpy ograniczały się do prób kradzieży ludzkiego dobytku i pożywienia z kantyny. Poza tym obserwacje małp były czystą przyjemnością.

 

 

 

Srebrzyste langury są bardzo łagodne. Mają włosy uczesane na irokeza i oczy jak paciorki. Trzymają się gromadami i spędzają czas na harcach po trawie albo śmiganiu z drzewa na drzewo, całymi obszernymi rodzinami, niespiesznie i podjadając po drodze liście.

 

 

 

Ich ogony są imponujące długie. Zastanawiałam się, czy ich nie kusi, żeby się wzajemnie za te ogony ciągnąć, gdy tak luźno zwisają z gałęzi;) Ale nie. Moje koty by tak spokojnie obok ogonów kumpli nie usiedziały;)

 

 

Langury w Parku Narodowym Bako chętnie przysiadały na ławce i zajmowały się konsumpcją, nic sobie nie robiąc z paparazzich.

 

 

 

 

Nosacze też były wyluzowane i nic sobie nie robiły ze wścibskich ludzi, podglądających je przy kolacji.

 

 

 

 

 

Niekiedy przyjmowały przy tym nader swobodne pozy.

 

 

Wahałam się, czy to zdjęcie zamieścić. Ale nosacz to jednak zwierzę, nie człowiek. I majtek nie musi nosić. A to, co widać na zdjęciu, jest pewną osobliwością. Zwróćcie uwagę na kolorystykę.

 

 

Innym razem spacerowałam po południu po plaży, aż nagle usłyszałam za sobą szelest i pojawiła się sympatyczna rodzinka langurów.

 

 

 

Zastanawiacie się, o czym małpy ze sobą rozmawiają? Czasem uruchamia mi się wyobraźnia. Na przykład na zdjęciu poniżej mama ochrzania nastolatka, a znudzony ojciec nie wytrzymuje zrzędzenia i odchodzi;)

 

 

A tak wyglądało doglądanie malucha:

 

 

Ten chyba usłyszał od mamy kazanie:

 

 

Małpy spotkałam też na Tiomanie. Makaki były ta wszędzie, ale o dziwo, zachowywały się jak na siebie bardzo taktownie. Owszem, zaglądały ludziom do domów, ale nie w celach rabunkowych. Robiły to zresztą z pewną taką nieśmiałością.

 

 

Odważniej radziły sobie na budowie, ale może to dlatego, że pełniły tam funkcję nadzorców?

 

 

Ale obiad jadły usadowione na najwygodniejszych miejscach.

 

 

A teraz mnie kuszą prawdziwe obserwacje małp. I to będzie pomysł na którąś z następnych podróży:)

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
reska
Czas publikacji:
piątek, 18 marca 2016 00:02

Polecane wpisy

  • W małpim raju

    Świszcząca, szeleszcząca i rozśpiewana dżungla, muzyka cykad, deszcz o intensywności potopu uderzający nocą o blaszany dach, nosacze śmigające po drzewach o por

  • Leśni ludzie

    Na świecie żyje jeszcze tylko około 20 000 orangutanów. Zanim poleciałam na Borneo, oglądałam zdjęcia stamtąd. I widziałam fotki ludzi ze ślicznymi małymi wielk

  • Małpiszony

    Pierwszy raz zobaczyłam małpy na wolności w Indiach. Jechałam autobusem przez duże góry, Himalaje się tam zaczynały, z jednej strony była przepaść, z drugiej zi

  • Jabłko

  • Cesarskie cięcie

    Miałam dwa cesarskie cięcia.Na pytanie Antka, którędy wyszedł z brzucha, odpowiadam zgodnie z prawdą, że lekarz rozciął mi brzuch. Choć dziś się zastanawiam, cz

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • kantornline napisał(a) komentarz datowany na 2016/06/08 14:09:50:

    Świetne zdjęcia, szkoda że w Polsce nie żyją luzem, byłoby zabawniej...

  • markos444 napisał(a) komentarz datowany na 2016/07/03 23:51:08:

    Urocze fotki, na niektórych małpy wyglądają jakby specjalnie pozowały ;)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny