Wschód Daleki, Bliski i najbliższy

Wpis

środa, 16 września 2015

Perła za progiem

 

"Dwie spolszczone Żydówki, przedstawicielki warszawskiej burżuazji, prowadzą rozmowę na temat zamiarów spędzenia urlopu. Jedna z nich chcąc zaimponować przyjaciółce mówi, że wraz z mężem i dziećmi wybierają się aż na Kaukaz. Na to druga z wyrazami oburzenia odpowiada: Ależ Twój Moryc to skąpiec. Dopłaciłby jeszcze z pięćdziesiąt rubli więcej i mógłby urlop spędzić w samym Otwocku" (Bohdan Baranowski, Krzysztof Baranowski "Polaków kaukaskie drogi").

Przeczytałam tę książkę rok temu przed wyjazdem do Armenii i postanowiłam zmodyfikować nieco cel podróży. Wybrałam się do Otwocka, w którym - wstyd przyznać - nigdy wcześniej nie byłam.

 

 

Modernistyczny budynek dworca ma ponad 100 lat i czuje się tu przedwojenny klimat. Łatwo można wyobrazić sobie przedwojennych podróżnych czekających na pociąg. Co ciekawe - podobno na werandzie odbywały się zabawy, a w poczekalni koncerty.

 

 

Najpierw poszłyśmy czarnym szlakiem w stronę Warszawy, a potem snułyśmy się po mieście trochę zgodnie z sugestiami przewodnika oraz lokalesów, a trochę szlakami turystycznymi.

 

 

Otwock ma rzeczywiście coś wspólnego z Kaukazem, choć niekoniecznie to, co zapewne miały na myśli panie z książki przytoczonej na wstępie. Mi się kojarzył trochę ze starym Tbilisi: piękne budynki obok rozsypujących się ruder, ciekawe detale na walących się domach i intensywne życie w tym wszystkim: suszące się pranie, panowie z flaszeczkami oraz psy dobierające się do nogawek.

 

 Na zdjęciu sanatorium doktora Przygody

 

"Te wille, jak wójt podaje, są w stylu świdermajer"  - napisał Gałczyński,  a nazwa ta niespodziewanie się przyjęła i przetrwała przez lata. Drewniane wille z balkonikami i werandami, z ornamentami wyciętymi w deskach laubzegą, zdobione kratkami, gwiazdkami i ornamentami roślinnymi, zaczęły powstawać pod koniec XIX wieku. To były złote lata Otwocka. Letnicy odkryli uroki miasteczka o sprzyjającym mikroklimacie, położonego wśród sosnowych lasów, do tego poprowadzono tu kolej - w 1877 r. Kolej Żelazna Nadwiślańska połączyła Modlin z... Morzem Czarnym. A po drodze był Otwock.

 

"One stoją wśród sosen

jak upiory w przedpieklu

i mówią smutnym głosem

o radości FIN DE SIECLE'U" - to znowu Gałczyński.

 

Kilkadziesiąt metrów od sanatorium doktora Przygody stoi kapliczka, która upamiętnia śmierć chłopaka, zastrzelonego podczas okupacji przez Niemców za kradzież węgla.

 

 

Przed II wojną światową większość mieszkańców Otwocka stanowili Żydzi, którzy później, w czasie okupacji, zostali wymordowani. Kamień Pamięci Żydów Otwockich (na zdjęciu poniżej) upamiętnia miejsce straceń 5000 Żydów.

 

 

Nie zwiedzałyśmy miasta metodycznie, tylko snułyśmy się to tu, to tam, gdzie nas skusiły ciekawe obiekty.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Z premedytacją zaszłyśmy tylko do uzdrowiska Abrama Górewicza, bo to jest najbardziej znany otwocki budynek.

 

 

Niestety, wstęp na teren obiektu jest zabroniony. Z trudem zwalczyłyśmy pokusę przeskoczenia przez płot. Obawiałyśmy się obciachu. Zbyt dużo ludzi kręciło się wokół, żebyśmy mogły łazić po posesji niezauważone. Pozostało nam fotografowanie zza płotu.

 

 

Ten jeden z największych drewnianych budynków w Polsce powstał w latach 1906-1921. Składa się z siedmiu przylegających do siebie skrzydeł.

 

 

Uzdrowisko swego czasu było wypasione, z bieżącą wodą i oświetleniem elektrycznym oraz eleganckim wnętrzem.

 

 

Z dwóch stron budynek otoczony jest przez leżalnie, werandy i tarasy. Słowo "leżalnia" bardzo mi się spodobało. Szkoda, że wyszło już użycia. Czy balkon, na którym się człowiek wyleguje na leżaku, można nazwać leżalnią?

 


Niestety, piękny budynek uzdrowiska z leżalniami niszczeje w oczekiwaniu, aż ktoś będzie miał pomysł i pieniądze, żeby coś z nim zrobić.

 


 

O drewniane budynki miasto specjalnie nie dba, ale za to zieleń miejska prezentuje się okazale:

 

 

Gołębie też mają nieźle. Nie pamiętam, kiedy i gdzie ostatnio widziałam taki gołębnik. W każdym razie dawno temu to było.

 

IMG_09221


 

Otwock mnie zauroczył. Do tego stopnia, że zaświtała mi w głowie myśl o przeprowadzce do tego miasta:) No i mam ogromny apetyt na kolejne wycieczki i wypatrywanie świdermajerow oraz innych smaczków.

 

A propos smaczków - ostatnim akcentem wycieczki była wizyta w dworcowej kawiarni. Świetne miejsce utrzymane w przedwojennym klimacie, z maszynami do szycia na stołach, książkami poupychanymi na regałach i aktami w stylu retro na ścianach.

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
reska
Czas publikacji:
środa, 16 września 2015 23:57

Polecane wpisy

  • Leniwie po Wkrze

    Z rzeki świat wygląda zupełnie inaczej niż z lądu. A nawet jest to inny świat. Nurt wody cicho niesie kajak i otoczenie wydaje się dzikie nawet wtedy, gdy za pr

  • Wisła na upały

    Wisła nie kojarzyła mi się do tej pory ze spływami kajakowymi. Wiedziałam, że brzegi ma ciekawe, ale spływanie taką szeroką rzeką wydawało mi się nudne. No i br

  • Z historii polskiego kanibalizmu

    Łęczyca to nie Wschód, więc trochę zjeżdżam z tematyki bloga, ale nie mogę się powstrzymać. Ciekawa jestem jak ich przyrządzono;-) No i przestroga dla Niemców

  • Wreszcie robię coś pożytecznego! To lepsze niż pigułka na sen.

    Pierwsza była Ada. 6 miesięcy, całkiem spora i pyzata. Wyjątkowo głośna, płaczem domagająca się uwagi. Jej matka wciąż nie zrzeka się praw rodzicielskich, ale o

  • Otwock

    Otwock – wkład jako twórców spolonizowanych Żydów lub Polaków żydowskiego pochodzenia w polską kulturę jest nie do przecenienia - co ciekawsze nie tylko b

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • zielonapirania napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/18 22:05:10:

    Bardzo pieknie napisalas i pieknie sfotografowalas taki... zwykly Otwock:-)

  • reska napisał(a) komentarz datowany na 2015/09/18 22:13:28:

    Bo właśnie co najdziwniejsze Otwock okazał się niezwykły:)

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny