Wschód Daleki, Bliski i najbliższy

Wpis

wtorek, 17 lutego 2015

Kociara w podróży

Dziś jest dzień kota, więc powspominam parę sympatycznych wąsatych sierściuchów spotkanych podczas wojaży. Jako że koty kocham jeszcze bardziej niż podróże i do tego jest to zachwyt kociarza-neofity, bo dopiero od dwóch lat mam hyzia na punkcie tych stworzeń, to wszędzie, gdzie mnie zanosi, gadam z futrzakami, karmię w razie potrzeby, obfotografuję, a koty przeważnie doceniają moją sympatię, łaszą się, dają miziać, a niekiedy nawet pchają na kolana.

 

 

To był kot szczęśliwy. Rezydował w hotelu w mieście Jazd w Iranie. Irańczycy, jak na muzułmanów przystało, do kotów odnoszą się z należytym szacunkiem. Ten burasek całe dnie wylegiwał się nad basenem na dziedzińcu hotelowym, godzinami wpatrywał w wodę i pacała ją łapką, a gdy goście kończyli posiłki, wskakiwał na stoły i wylizywał talerze, oczywiście tylko wtedy, gdy satysfakcjonowała go ich zawartość. Pozostałościami po moich warzywkach wzgardził.

 

 

Biało-rudego kolesia spotkałam na promenadzie w gruzińskim Batumi. Siedział znudzony przed knajpą, na mój widok wyraźnie się ożywił i przyszedł się przywitać - być może zapraszając do lokalu? Bardzo miziasty był, nie podstawiał łebek pod rękę, mruczał jak traktor i przymilnie zagadywał. Żal było odchodzić.

 

 

Po zaułkach starego Tbilisi spaceruje sporo sierściuchów. Ludzie je dokarmiają, a niezależnie od tego świeżutkich gryzoni mają tam pod dostatkiem, więc przeważnie koty wyglądają równie dobrze jak srebrzysty futrzak na zdjęciu powyżej.

 

 

W Gruzji jak w Polsce, miastowi dbają o koty, a na wsiach koty dbają o siebie. Ta malutka szylkretka mieszkała przy winnicy,której właścicielom wyraźnie dobrze się powodziło. Niestety, mimo deszczu i zimna koteczka nie była wpuszczana do żadnych pomieszczeń, opiekunowie też nie zatroszczyli się o jej oczko, no i sądząc po masie maluszki, nie była zbyt dobrze karmiona. Przepędzana z kąta w kąt znalazła odrobinę ciepła w ramiona Tomka z Facetem jestem i o siebie dbam.

 

 

Ciężkie życie mają też koty w Armenii. Przeważnie młode (podejrzewam, że nieliczne osobniki przeżywają srogie zimy), chude, zaniedbane i zaświerzbione. To młodziutkie stworzenie tułało się w pobliżu jednego z klasztorów, szukając pożywienia. Niestety, nie było w okolicy żadnego sklepu ani knajpki, gdzie mogłabym mu kupić coś do jedzenia. Kotek wprawdzie miał poczochrane futro i chore uszy, ale w ogóle się nie bał. Dał się wziąć na ręce i wtulił się we mnie, mrucząc z zadowolenia. Spytałam handlarki rękodziełem, czy kot ma dom i czy ktoś go karmi, to dziwnie na mnie popatrzyły i odpowiedziały, że kot jest tutejszy i żywi się na własną łapę. A jak mi go żal, to mogę go sobie zabrać, za łapówkę na pewno uda mi się go przewieźć przez granicę. Raczej nie wierzyłam w siłę wręczania korzyści majątkowych polskim służbom granicznym, a przepisy weterynaryjne są dość surowe, jeśli chodzi o wwóz zwierząt, więc kociak musiał pozostać w Armenii. Do dziś uwiera mnie z tego powodu sumienie, mimo świadomości, że przecież wszystkim kotom nie dam rady pomóc.

 

 

Sydon w Libanie to miasto muzułmańskie, więc teoretycznie koty nie powinny mieć tam źle. Ale nie mają też dobrze. Serce mi się ścisnęło, gdy zobaczyłam paru wyrostków przepędzających kotkę w wysokiej ciąży. Chyba dobrze, że akcja działa się na tyle daleko ode mnie, że nie mogłam interweniować, gdyż mogłoby to się skończyć awanturą międzynarodową. Koty jednak jakoś sobie radzą i przeważnie się nie boją. W ramach radzenia sobie czarnulek w wąskich i ciemnych uliczkach suku znalazł dla siebie plamę słońca.

 

 

Dorodny rudzielec to strażnik klasztoru Deir Qannubin w libańskiej Dolinie Kadisza. Stał dumnie w bramie i patrzył, kto nadchodzi. Nie dał się pogłaskać, tylko łaskawie przesunął się, robiąc mi miejsce.

 

 

I na koniec moi bejruccy ulubieńcy. Rudzielce rezydowały przy nadbrzeżu, w okolicach ruder, gdzie się zabłąkałam poszukując skrótów. A jak już tam trafiłam, to okazało się, że rezyduje tam całkiem pokaźne kocie stado pod opieką ciecia, z którym sobie sympatycznie pogawędziłam, dopóki się nie pochwalił prowadzeniem szemranych interesów w Niemczech. Ale kto powiedział, że kryminalista nie może być dobry dla kotów?

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
reska
Czas publikacji:
wtorek, 17 lutego 2015 23:03

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość Jakub35 napisał(a) z *.free.aero2.net.pl komentarz datowany na 2015/02/19 12:28:41:

    Oooo, tego czarno rudego kotka, to ja już na Twoim blogu widziałem :) Pamiętam, że z wszystkich, które wtedy tam były - on podobał mi się najbardziej :)
    A tutaj mój wzrok przyciągnął jeszcze ten kotek z klasztoru Deir Qannubin. No widać, że osobowość sama w sobie - piękny, z gęstym futrem, "wypasiony" - że tak powiem ;)

  • reska napisał(a) komentarz datowany na 2015/02/19 13:01:00:

    Temu klasztornemu to się powodziło;) Ruchu aut w dolinie nie ma, więc jest bezpieczny, ma wolność, pełną michę i władzę:)

  • bar.dud napisał(a) komentarz datowany na 2015/03/02 09:23:28:

    Uwielbiam koty za ich charakter. Świetne, niezależne stworzenia, które mogą współegzystować z człowiekiem i będzie to przyjemne dla obu stron, ale bez niego też sobie świetnie poradzą. Sama od prawie 7 lat mam kotkę Filkę bardzo podobną umaszczeniem do srebrzystego mieszkańca Tbilisi. Uwielbiamy spędzać razem wieczory na mizianiu a przez dzień, każda zajmuje się sobą ;)

  • krisskala napisał(a) komentarz datowany na 2015/03/02 15:39:07:

    O ten czarno rudy wygląda zupełnie jak mój Łaciak! skąd Ci on się tam wziął?

  • cieleckimikolaj napisał(a) komentarz datowany na 2015/03/03 21:51:34:

    Bardzo lubię koty. To urocze zwierzęta, co zresztą widać na załączonych obrazkach. Sam posiadam pięknego Brytyjczyka z rudymi oczami. Bardzo milusińskiego z grubym, miękkim i ciepłym futerkiem. W sam raz na zimę.

  • arbiter8 napisał(a) komentarz datowany na 2015/03/08 22:41:30:

    Koty piękne stworzenia mają charakter chodzą własnymi drogami i są takimi pieszczochami

  • kasia-01234 napisał(a) komentarz datowany na 2015/03/10 22:30:25:

    Rude koty moim zdaniem są wyjątkowo urocze! Chociaż ten malutki rudo-czarny z tego wpisu też porywa moje serce! Ja na sierściuchy mam niestety alergię. Jakoś bardzo nie cierpię, ale kicham i mam lekkie drapanie na całym ciele. Nawet bym się przemogła i brała leki, ale mieszkanie mam i tak za małe, by móc trzymać kota czy nawet małego psiaka.

  • kfilip0 napisał(a) komentarz datowany na 2015/03/11 07:20:57:

    Uwielbiam koty zawsze umieją sobie poradzić, nic dziwnego, że w starożytnym Egipcie były czczone jak bogowie.

  • adamgabka napisał(a) komentarz datowany na 2015/03/11 10:15:52:

    Słodziaki. Każdy taki piękny.Nawet w podróży można spotkać te urokliwe zwierzątka

  • krzysztofkastek napisał(a) komentarz datowany na 2015/03/13 08:24:54:

    Prawdziwa z ciebie kociar wszędzie wypatrzysz kocurki.Zresztą nie ma co się dziwić to bardzo miłe i piękne zwierzątka

  • Gość Marek napisał(a) z *.play-internet.pl komentarz datowany na 2015/03/14 16:01:40:

    Czesc :) Chcialbym Ci powiedziec, ze Twoje teksty są naprawdę magiczne :) Kocham je czytac, zazwyczaj robie to codziennie przed poludniem, gdy mam jeszcze wolne, robie sobie gorącą kawę, wylaczam telefon i oddaje się czytaniu, tak jak wspomnialem, najczesciej jest to właśnie Twoj blog, bo posiadasz naprawdę wielki talent :) Pozdrawiam cieplutko

  • Gość Monika napisał(a) z *.internetia.net.pl komentarz datowany na 2015/05/28 01:00:45:

    Śliczne te kociaki...mnie też się serce zawsze kraja jak widzę takie zaniedbane, bezdomne kociaki, które muszą sobie radzić zawsze same. Co prawda w cieplejszym klimacie jakoś zawsze sobie dadzą radę, ale w takich zimniejszych krajach to masakra. Ja też chciałabym wziąć wszystkie do domu i karmić , ale prawda jest taka, że wszystkim nie pomogę, choć staram się :)

  • she-ona-ja napisał(a) komentarz datowany na 2015/06/16 00:42:37:

    Cudne te koty:))

Dodaj komentarz

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny